Informujemy, że Pani/Pana dane osobowe są przetwarzane przez Fundację Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z siedzibą w Warszawie przy ul. Zielnej 39, kod pocztowy 00-108 (administrator danych) w ramach utrzymywania stałego kontaktu z naszą Fundacją w związku z jej celami statutowymi, w szczególności poprzez informowanie o organizowanych akcjach społecznych. Podstawę prawną przetwarzania danych osobowych stanowi art. 6 ust. 1 lit. f rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).
Podanie danych jest dobrowolne, niemniej bez ich wskazania nie jest możliwa realizacja usługi newslettera. Informujemy, że przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego.
Korzystanie z newslettera jest bezterminowe. W każdej chwili przysługuje Pani/Panu prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. W takim przypadku dane wprowadzone przez Pana/Panią w procesie rejestracji zostaną usunięte niezwłocznie po upływie okresu przedawnienia ewentualnych roszczeń i uprawnień przewidzianego w Kodeksie cywilnym.
Do Pani/Pana danych osobowych mogą mieć również dostęp podmioty świadczące na naszą rzecz usługi w szczególności hostingowe, informatyczne, drukarskie, wysyłkowe, płatnicze. prawnicze, księgowe, kadrowe.
Podane dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Jednak decyzje dotyczące indywidualnej osoby, związane z tym przetwarzaniem nie będą zautomatyzowane.
W razie jakichkolwiek żądań, pytań lub wątpliwości co do przetwarzania Pani/Pana danych osobowych prosimy o kontakt z wyznaczonym przez nas Inspektorem Ochrony Danych pisząc na adres siedziby Fundacji: ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa, z dopiskiem „Inspektor Ochrony Danych” lub na adres poczty elektronicznej iod@ordoiuris.pl
Tekst został pierwotnie opublikowany w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Autor: Olivier Bault (Instytut Ordo Iuris)
Za dwa miesiące Francja stanie się pierwszym krajem UE, gdzie serwisy internetowe, udostępniające treści pornograficzne bez prawdziwej i skutecznej weryfikacji wieku użytkowników, zostaną zablokowane na mocy decyzji urzędowej. Stanie się to dzięki nowemu prawu uchwalonemu przez francuski parlament w maju br. W Polsce podobne prawo może też zostać wkrótce uchwalone. Właśnie trwa zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem „Ustawy o ochronie małoletnich przed treściami pornograficznymi oraz o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne”. Do zbiórki podpisów może dołączyć każdy. Karty do zbierania podpisów wraz ze wszelkimi potrzebnymi informacjami są dostępne na stronie StopNarkotykowiPornografii.pl.
Co ważne, Komitet ustawodawczy musi zebrać min. 100 tys. podpisów i złożyć je w Sejmie najpóźniej do 23 grudnia. W praktyce oznacza to, że został mniej więcej miesiąc na ich zebranie i odesłanie na adres podany na karcie. Zbiórka trwa od początku października, a im więcej podpisów uda się zebrać, tym większy będzie nacisk na posłów i senatorów, aby ustawę tę uchwalić.
Kwestia dostępu dzieci i młodzieży do treści pornograficznych online długo była ignorowana przez polityków, albo w najlepszym wypadku ich działania ograniczały się do pustych obietnic. Dotyczy to niestety wszystkich rządów, niezależnie od barw politycznych, jakie reprezentują. Tak naprawdę postulat blokowania dzieciom dostępu do pornografii nie jest ani prawicowy ani lewicowy, a każdy normalny rodzic wolałby, żeby jego dzieci takich treści nie oglądały.
Niestety, jak pokazują badania NASK prowadzone wśród polskich dzieci w 2021 r. (opublikowane w 2022 r.), co piąte dziecko w wieku 12-14 lat przyznaje się już do codziennego oglądania treści pornograficznych w swoich komputerach lub smartfonach, lub na urządzeniach rówieśników, a średnia wieku pierwszego kontaktu z takimi treściami to niespełna 11 lat. W starszych kategoriach wiekowych jest tylko gorzej. Na dodatek mówimy tu o pornografii z reguły bardzo ostrej, gdyż taka jej forma dominuje dziś w większości serwisów tego typu.
Statystyka w innych krajach nie wygląda lepiej. Francuski urząd nadzoru Arcom opublikował w ubiegłym roku badanie, z którego wynika, iż 30% francuskich internautów, którzy odwiedzają tego typu strony, ma mniej niż 18 lat. Pomimo ustawy z 2020 r., która nakłada obowiązek weryfikacji wieku, właściciele stron z takimi treściami wciąż zadawalają się tym, że użytkownik jednym klikiem odpowiada twierdząco na pytanie o ukończenie 18 lat. Co więcej, badanie Arcom pokazuje, że średni miesięczny czas oglądania treści pornograficznych wśród tych 2,3 milionów francuskich dzieci i nastolatków (600 tys. więcej niż w 2017 r.) odwiedzających tego rodzaju strony to 2 godziny i 12 minut wśród chłopców oraz 43 min. wśród dziewczyn. W wieku 12 lat, połowa francuskich chłopców co miesiąc odwiedza takie strony, a w przedziale wiekowym 16-17 lat zjawisko to dotyczy już dwóch trzecich chłopców.
Na bazie prawa uchwalonego w 2020 r. przez francuski parlament, w 2021 r. organizacje ochrony dzieci zaskarżyły 9 największych serwisów o udostępnianie pornografii dzieciom, ale dopiero w październiku br. Sąd Apelacyjny w Paryżu wydał prawomocny wyrok, na mocy którego nakazał krajowym dostawcom Internetu zablokować 4 z nich, a w odniesieniu do pozostałych 5, mających siedzibę w Unii Europejskiej, zwrócił się o rozpoznanie sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (co oznacza, że mogą wciąż działać na terenie Francji, nie weryfikując wieku swoich użytkowników).
Francuski ustawodawca mówi: dość!
Dlatego też, wobec przedłużających się postępowań sądowych, francuski parlament postanowił jeszcze raz zmienić prawo i przyznać urzędowi nadzoru mediów Arcom odpowiednie kompetencje, aby serwisy te blokować i karać je na mocy prostej decyzji urzędowej. Odpowiednia ustawa została uchwalona w maju br., a na początku października Arcom opublikował swoje wytyczne dla serwisów internetowych, udostępniających treści pornograficzne. Wytyczne te nakładają na takie serwisy obowiązek wprowadzenia skutecznych mechanizmów weryfikacji wieku w przeciągu trzech miesięcy. Mechanizmy te muszą być zarządzane przez podmioty trzecie, a wybór sposobu i technologii jest pozostawiony w ich gestii. To, co musi zostać spełnione, to określone funkcje takie jak: podwójna weryfikacja (na przykład dokument tożsamości lub portfel elektroniczny lub karta płatnicza + rozpoznawanie twarzy celem autentyfikacji wraz z określaniem wieku przez sztuczną inteligencję), odporność na oszustwa (np. rozpoznawanie znaków życia w przypadku funkcji rozpoznawania twarzy), zakaz udostępniania czy gromadzenia danych uzyskanych w procesie weryfikacji wieku, wymóg przeprowadzenia ponownej weryfikacji wieku przy każdej nowo otwartej sesji oraz po przekroczeniu określonego czasu bezczynności, itp. itd.
Ponieważ urząd nadzoru będzie władny, aby sam ocenić, czy jego wymogi zostały spełnione i będzie mógł, po pierwszym bezskutecznym wezwaniu, zablokować i ukarać niepokorne serwisy, właściciele tych serwisów będą mieli bardzo silną zachętę, aby wprowadzać mechanizmy, które będą naprawdę skuteczne. Efektywność tego rozwiązania widać już w dziewięciu stanach USA, gdzie podobne przepisy weszły w życie, np. w Luizjanie, która jako pierwsza uchwaliła takie prawo w 2022 r. Poza tymi dziewięcioma stanami, dziesięć innych już uchwaliło podobne ustawy, które niebawem wejdą w życie, a kolejne są w trakcie procedowania podobnych ustaw. Są wśród nich nie tylko stany rządzone przez republikanów, ale np. jeden z większych i najbardziej lewicowo-liberalnych stanów: Kalifornia. Dowodzi to, podobnie jak w przypadku Francji, że takie ustawy mogą popierać wszyscy niezależnie od wyznawanych poglądów i wartości, gdyż większość z nas ma przecież dzieci w rodzinie, jeśli nie własne, to jesteśmy dla kogoś wujkiem, ciocią, starszym bratem czy siostrą.
W Europie przepisy podobne jak we Francji przyjęły już Wielka Brytania, gdzie urząd nadzoru Ofcom jest w trakcie opracowywania wymogów weryfikacji wieku, oraz Włochy, gdzie Agcom wydał swoje wytyczne we wrześniu, dając serwisom z treściami pornograficznymi pół roku na wprowadzenie mechanizmów skutecznej weryfikacji wieku.
W Polsce też można to zrobić
Obywatelski projekt ustawy, którego dotyczy zbiórka podpisów w Polsce, jest podobny. Jeśli zostanie uchwalony przez Sejm i Senat w obecnej formie, kompetencje w zakresie określania wymogów stawianych serwisom z treściami pornograficznymi oraz w zakresie ukarania niepokornych będzie miał Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Serwisy bez wystarczająco skutecznej weryfikacji wieku zostaną po prostu wpisane do centralnego rejestru, a polscy dostawcy Internetu będą mieli obowiązek blokowania wszystkich portali internetowych do niego wpisanych. Dodatkowo, serwisom tym blokowany będzie dostęp do wszelkich usług płatniczych na terenie Polski, co oznacza, że stracą możliwości zarabiania na swoich polskich użytkownikach, które omijałyby krajową blokadę, np. korzystając z serwisów VPN (ukrywając się za serwerem usytuowanym w kraju, gdzie dany serwis nie jest blokowany). Jak pokazuje doświadczenie amerykańskie z minionego roku, działa to na właścicieli serwisów z treściami pornograficznymi na tyle odstraszająco, że faktycznie wprowadzają skuteczne mechanizmy weryfikacji wieku. To, o co ich zdaniem zawsze było niemożliwe i nierealne, staje się nagle rzeczywistością.
Jeśli natomiast chodzi o możliwość omijania krajowych blokad, oczywiste jest, że żaden system nie będzie nigdy w 100% skuteczny i zmiana prawa nie zwolni rodziców od obowiązku pilnowania swoich dzieci (na ile się da) i korzystania z aplikacji kontroli rodzicielskiej (o ile rodzice mają na ten temat jakąkolwiek wiedzę). Pamiętać należy natomiast, że coraz bardziej masowe i opłakane w skutkach oglądanie pornografii przez dzieci i młodzież wynika właśnie z tego, że dziś nie ma żadnych barier, które trzeba pokonać, aby uzyskać dostęp do pornograficznych treści. Nawet jeśli dziecko ma na smartfonie zainstalowaną kontrolę rodzicielską, zawsze znajdzie się wśród rówieśników jakieś urządzenie, które tej kontroli rodzicielskiej nie posiada. Ww. badanie NASK opublikowane w 2022 r. mówi nam, że dla trzech czwartych polskich dzieci dostęp do treści pornograficznych online nie stanowi żadnej trudności. To jest właśnie rzeczywistość, którą możemy zmienić, jeśli do połowy grudnia zbierzemy min. 100 tysięcy podpisów. Każdy może się do tego przyczynić dzięki karcie do zbiórki podpisów dostępnej na stronie StopNarkotykowiPornografii.pl.
15.11.2024
W tym tygodniu świętowaliśmy 106. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości, stając się już po raz piętnasty wielką manifestacją polskich patriotów, przywiązanych do polskiej niepodległości. Instytut Ordo Iuris i w tym roku był bezpośrednio zaangażowany w przygotowania i przeprowadzenie tego wydarzenia.
Rekordowy i bezpieczny Marsz Niepodległości
Od lat włączamy się w organizację Marszu Niepodległości, ponieważ uczestnictwo w tym wydarzeniu stało się z czasem jednym z najważniejszych, pokoleniowych przeżyć młodych Polaków. Obudziło na nowo dumę z polskiej tożsamości i historii. Ta siła jest najważniejszym paliwem wszelkich starań o zachowanie polskiej suwerenności oraz niepodległości w coraz trudniejszych i coraz bardziej niespokojnych czasach.
Szacujemy, że w tegorocznym Marszu wzięło udział co najmniej 250 000 osób, co oznacza, że był to największy Marsz od 2018 roku, gdy świętowaliśmy okrągłą, setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
A przecież jeszcze do niedawna wiele wskazywało na to, że Marsz Niepodległości nie odbędzie się legalnie i że skończy się kolejnymi prowokacjami służb Donalda Tuska, które doprowadzą do zamieszek i bójek z policją. Tak wyglądało każde Święto Niepodległości za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej, kiedy służby dokonywały prowokacji i brutalnie pacyfikowały Marsze.
Złą zapowiedzią był atak rządu na legalne protesty rolników w marcu. Marsz Niepodległości mógł się w tym roku skończyć tak samo, bo władza uparcie dążyła do zdelegalizowania manifestacji, w której co roku uczestniczy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób. Gdyby Marsz Niepodległości został zdelegalizowany, doszłoby zapewne do użycia siły, a media rządowe przypisałyby winę organizatorom oraz rzekomym „prawicowym radykałom”.
Rząd prześladuje polskich patriotów
Dlatego przez ostatnie miesiące z taką determinacją walczyliśmy o legalny status Marszu. Nasi prawnicy stawali w obronie organizatorów Marszu w kolejnych postępowaniach sądowych i wspierali ich, gdy sterowana przez Adama Bodnara prokuratura weszła do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, wyłamując zamki i godzinami przeszukując prywatne dokumenty – jedynie po to, by odebrać organizatorom Marszu teczkę podpisaną jako „materiały szkoleniowe” w której znajdował się między innymi publikacje na temat RODO czy… podręcznik „Angielski dla księgowych”.
W styczniu powołany przez Donalda Tuska wojewoda mazowiecki odmówił organizatorom Marszu statusu „zgromadzenia cyklicznego” i zaciekle walczył w sądzie, by Marsz tego statusu nie otrzymał.
Wreszcie, na miesiąc przed Świętem Niepodległości, Rafał Trzaskowski zakazał organizacji zgromadzeń, zgłoszonych przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości w listopadzie, by zabezpieczyć legalną organizację Marszu. Co więcej – na kilka dni przed Marszem dziennik Rzeczpospolita informował o piśmie warszawskiej prokuratury do Rafała Trzaskowskiego, w którym śledczy sugerowali Prezydentowi Warszawy, że powinien rozważyć nawet rozwiązanie samego Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.
Udało się! Marsz przeszedł, a prawnicy Ordo Iuris byli na miejscu
Wraz z prawnikami ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, uruchomiliśmy na czas trwania wydarzenia infolinię oraz dyżury adwokatów, radców prawnych i aplikantów, którzy byli gotowi udzielić bezpłatnej pomocy prawnej wszystkim uczestnikom Marszu Niepodległości, wobec których funkcjonariusze Policji czy innych służb podejmowaliby bezzasadne interwencje lub którzy byliby ofiarami lub świadkami policyjnych prowokacji.
Podstawowych porad prawnych udzieliliśmy też uczestnikom Marszu za pośrednictwem naszej strony internetowej, gdzie przypominaliśmy między innymi o tym, że każdy policjant przed podjęciem jakiejkolwiek czynności (np. legitymowania czy zatrzymania) ma obowiązek przedstawienia się z imienia i nazwiska oraz podania swojego numeru identyfikacyjnego (a nieumundurowany policjant ma ponadto obowiązek okazać legitymację służbową) oraz odpowiedzi na pytania o podstawę prawną podejmowanych czynności. Przypomnieliśmy też, że wszelkie czynności Policji mogą być nagrywane, a nagrania mogą później stanowić dowód w ewentualnym postępowaniu oraz że każdy funkcjonariusz Policji ma obowiązek uprzedzić o możliwości użycia środków przymusu bezpośredniego.
Z kolei jeszcze przed Marszem zorganizowaliśmy szkolenie dla strażników i organizatorów Marszu Niepodległości oraz prawników, chcących włączyć się w pomoc prawną dla uczestników i organizatorów Marszu. W szkoleniu wzięło udział ponad 80 osób.
Jako Instytut Ordo Iuris, mieliśmy także – wspólnie z Centrum Życia i Rodziny – swój namiot w strefie patriotycznych organizacji pozarządowych oraz kilka innych stanowisk zlokalizowanych przy trasie Marszu, gdzie już od godz. 10:00 członkowie naszego zespołu zbierali podpisy pod projektem obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop Narkotykowi Pornografii”, ograniczającej dostęp do pornografii w internecie dla nieletnich.
Ordo Iuris zapleczem polskiego ruchu niepodległościowego
Na szczęście Marsz przeszedł bezpiecznie i spokojnie. Możemy mieć pewność, że jest w tym także zasługa Ordo Iuris. Nasza wytrwałość, nieustępliwość i konsekwencja w obronie wolności zgromadzeń przyniosła owoc – władza po prostu nie odważyła się powtórzyć swoich prowokacji i bezprawnych ataków na uczestników Marszu, wiedząc, że polscy patrioci to wielka siła, za którą stoi ekipa profesjonalnych, nieustępliwych i skutecznych prawników.
Na zakończenie Marszu osobiście zabrałem głos ze sceny ustawionej na błoniach Stadionu Narodowego, gdzie jak co roku kończył się Marsz. W swoim przemówieniu mówiłem o tym, że Marsz Niepodległości to największy marsz narodowy w Europie i podkreślałem, że masowość tej manifestacji pokazuje, że stać nas na to, by ocalić naszą niepodległość, która jeszcze nigdy nie była tak zagrożona jak dziś, gdy urzędnicy UE chcą doprowadzić do zniszczenia suwerennych państw narodowych i stworzenia jednego wielkiego, unijnego superpaństwa.
Tak jak Marsz przeszedł pomimo wszelkich przeciwności, tak Ojczyzna przejdzie przez Morze Czerwone zagrożeń dla jej suwerenności i niepodległości.
My ze swojej strony obiecujemy, że nasi prawnicy i eksperci będą zawsze stawać w obronie polskiej niepodległości i całego polskiego ruchu niepodległościowego.
Adw. Jerzy Kwaśniewski - prezes Ordo Iuris
• Za nami kolejne głosowanie nad projektem ustawy autorstwa Lewicy wprowadzającym zmiany w kodeksie karnym, prowadzące do bezkarności osób uczestniczącym w procederze nielegalnej aborcji.
• Projekt, który podczas głosowania w trakcie lipcowego posiedzenia Sejmu nie uzyskał poparcia większości i powinien być odrzucony, decyzją większości posłów został ponownie skierowany do prac w komisji.
• O tym, że wadliwy prawnie, szkodliwy dla kobiet projekt będzie dalej procedowany w Sejmie przesądziło zachowanie 20 posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego – Trzeciej Drogi, którzy nie zagłosowali za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu.
• Publikujemy niechlubną listę posłów, którzy swoim zachowaniem na sali sejmowej opowiedzieli się za osłabieniem ochrony prawnej kobiet w ciąży i nienarodzonych dzieci.
Przestępcy aborcyjni wolni od odpowiedzialności
W związku z tym, że wniesionym przez Lewicę (tym razem łącznie z Koalicją Obywatelską, jednak treść projektu jest identyczna z projektem Lewicy, głosowanym 12 lipca) projektem zmian w Kodeksie karnym ponownie będzie zajmowała się komisja sejmowa i jeszcze raz będzie on poddany pod głosowanie przez Sejm, warto przypomnieć co naprawdę kryje się za pozornie niewiele zmienionymi przepisami projektu.
Przede wszystkim celem projektu jest wykreślenie z Kodeksu karnego art. 152 § 1 i § 2 i zastąpienie ich nowym art. 153 § 3. Co to oznacza w praktyce? Proponowana zmiana prowadzić ma do bezkarności osób pomagających w nielegalnych aborcjach (a więc obarczonych szczególnym ryzykiem dla kobiet). Owa bezkarność miałaby więc obejmować tzw. podziemie aborcyjne, czyli osoby (działających samodzielnie albo w ramach organizacji, fundacji, stowarzyszeń, itp.), które łamiąc obowiązujące prawo karne, przykładowo, dostarczają lub pośredniczą w dostarczaniu tabletek poronnych (w tym tabletek niewiadomego pochodzenia) do wykonania aborcji w domu bez nadzoru lekarza. Może to też dotyczyć osób, które organizują lub pośredniczą w organizacji wyjazdów za granicę w celu wykonania nielegalnej w Polsce aborcji na życzenie (tzw. turystyka aborcyjna). Wprowadzenie bezkarności takich ludzi jest bowiem istota propozycji Lewicy uchylenia aktualnego art. 152 § 2 Kodeksu karnego.
W zamiarze autorów projektu, bezkarnymi mają w przyszłości pozostać także np. nieuczciwi lekarze, którzy wbrew obowiązującym przepisom (aborcja na życzenie jest przestępstwem, ale też działaniem niezgodnym z etyką lekarską) wykonywaliby po kryjomu w swoich gabinetach aborcje do 12. tygodnia ciąży (proponowany w projekcie art. 152 § 3 Kodeksu karnego).
Co gorsza, w myśl proponowanego w projekcie art. 152 § 4 Kodeksu karnego, z bezkarności mieliby korzystać także sprzeniewierzający się swojemu powołaniu zawodowemu lekarze, pielęgniarki i położne, dokonujący na żądanie kobiety aborcji nawet w 9. miesiącu ciąży, do czego wystarczyłoby jedynie podejrzenie np. wady genetycznej u dziecka.
Ale to jeszcze nie koniec – projektodawcy zapisali w projekcie, że chcieliby uchylenia art. 154 § 1 kodeksu karnego, który aktualnie przewiduje karę pozbawienia wolności od roku do lat 10 dla osoby pomagającej w nielegalnej aborcji, która doprowadziła do śmierci kobiety. Efektem zmian zaproponowanych przez Lewicę ma być złagodzenie odpowiedzialności takich osób, które dla swoich partykularnych interesów finansowych już teraz narażają zdrowie i życie kobiet.
Wszystkie zmiany zaproponowane w projekcie ustawy mają prowadzić do upowszechnienia w Polsce tzw. aborcji na życzenie. Chociaż autorki projektu zarzekają się, że jego celem nie jest legalizacja aborcji, to w realiach do tego doprowadziłoby wejście w życie zmian zawartych w druku sejmowym nr 611. Innymi słowy, aborcja na życzenie nie stanie się legalna, ale nikt nie będzie odpowiadał za jej dokonanie. To tak jakbyśmy przyjęli, że np. kradzież dalej jest nielegalna, ale nie grozi za nią odpowiedzialność. W przekonaniu sporej części społeczeństwa kradzież stałaby się więc legalna i społeczeństwo z biegiem czasu miałoby coraz mniej oporów wobec jej popełniania. Dokładnie tego chce Lewica w kwestii aborcji. Stąd jedynym rozsądnym rozwiązaniem było odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, co jednak nie nastąpiło.
Przeciwnicy ochrony ludzkiego życia
Pozostaje zatem pytanie, kto aktualnie odpowiada za sytuację, w której musimy dalej zajmować się kwestią bezkarności przestępców aborcyjnych? Autorzy tego nagannego projektu w pierwszej kolejności – to oczywiste, ale nie tylko oni. Poza klubami Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050-TD i partią Razem, które 8 listopada w całości głosowały za dalszym procedowaniem projektu, do grona tych osób zaliczyć trzeba niestety także tych posłów z ugrupowania PSL – TD, którzy zagłosowali przeciwko odrzuceniu projektu w pierwszym czytaniu albo którzy wstrzymali się od głosu.
Trzeba podkreślić, że dalsze prace nad projektem są nie tylko irracjonalne, ale wiążą się z dodatkowymi wydatkami chociażby na prace komisji sejmowej, które w przypadku odrzucenia projektu mogły być przeznaczone na jakiś godny cel. O tym również powinni pamiętać reprezentujący społeczeństwo posłowie, którzy opowiedzieli się za projektem Lewicy.
R.pr. Katarzyna Gęsiak - dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Instytutu Ordo Iuris.
13.11.2024
Niemiecki rząd już dzisiaj może odesłać do Polski… nawet 40 000 nielegalnych migrantów. Tak zwana „readmisja” jest możliwa na podstawie już obowiązujących przepisów unijnych. A to jedynie zapowiedź wielkiej fali relokacji migrantów, która nastąpi na podstawie Paktu Migracyjnego Unii Europejskiej. Podczas gdy rządy Holandii i Węgier żądają wyłączenia ich spod tej regulacji, Donald Tusk uspakaja Polaków i podejmuje pozorowane działania.
Co oznacza dla nas Pakt Migracyjny?
Dlatego w Ordo Iuris przygotowaliśmy raport, w którym udzielamy odpowiedzi na 26 najczęściej zadawanych pytań na temat migracji, Paktu Migracyjnego, polityki ochrony granic. Nie pozwolimy, by kłamliwa narracja suflowana przez główne media usypiała czujność rodaków wtedy, gdy słuszne oburzenie Polaków może powstrzymać zgubną politykę rządu.
Czasem wystarczy ujawnić, co o Pakcie Migracyjnym ma do powiedzenia sama Komisja Europejska. W jej oficjalnym komunikacie czytamy, że „migracja jest stałym elementem historii ludzkości” oraz „może przyczynić się do wzrostu, innowacji i dynamiki społecznej”. Urzędnicy dodają, że celem Paktu Migracyjnego jest „stworzenie szybszych, płynnych procesów migracyjnych”.
Polacy muszą wiedzieć, że nikt nie zamierza nas przed migracją chronić. Faktycznym celem wielkiej reformy prawa migracyjnego UE jest uznanie nielegalnych migrantów za legalnych i przemieszczenie ich do państw, które dotąd broniły się przed falami nachodźców. W tym do Polski.
Co prawda unijni urzędnicy na razie mówią jedynie o… 30 000 migrantów wysyłanych do Polski rocznie od 2026 roku. Jednak prosta kalkulacja wielkości nielegalnej migracji do Europy (1,3 mln wniosków azylowych w 2023) pokazuje, że udział Polski w przyjmowaniu migrantów szybko urośnie nawet do ponad 100 000 relokowanych migrantów rocznie! Trzeba też wiedzieć, że decyzja o skali relokacji zostanie podjęta bez istotnego udziału Polski, podobnie jak decyzja o kwocie „wykupnego”, przez które Polska mogłaby zwolnić się z obowiązku przyjęcia migranta. Kwalifikowaną większość w tych sprawach mają bowiem państwa dotknięte kryzysem migracyjnym, a Polsce nie przysługuje prawo weta.
Nie powtarzajmy błędów państw zachodnich
Co oznacza taka fala migracji? Według danych europejskiej agencji Eurostat, pomimo wydawania setek tysięcy decyzji nakazujących opuszczenie granic UE, jedynie 22,9% nielegalnych migrantów udaje się wydalić. Reszta, korzystając z niewydolnego systemu, wciąż mieszka w UE. To już miliony nielegalnych przybyszów.
Sytuacja wielu państw jest tragiczna. Podczas niedawnej konferencji w Pradze wysłuchałem wykładu austriackiego profesora, który mówił o klasach szkolnych, w których 90% dzieci nie mówi po niemiecku, nie wspominając już o wzroście przestępczości oraz wymuszonej zmianie stylu życia milionów ludzi. Nic dziwnego, że kraje dotknięte takim kryzysem chcą „podzielić się” z Polską skutkami własnej błędów w polityce migracyjnej.
W tej krytycznej sytuacji rząd zwodzi Polaków fałszywymi hasłami o obronie granic. Każdy już chyba słyszał o propozycji Donalda Tuska, by „zawiesić prawo do azylu”. Główne media szeroko omawiały te słowa. Tym bardziej, że premiera poparła szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Szczerość intencji szefa rządu wydawały się potwierdzać ataki ze strony organizacji wspierających masową migrację.
Tymczasem, okrągłe hasła Donalda Tuska nie oznaczają w ogóle wstrzymania migracji. W naszym raporcie wyjaśniamy, że zgodnie z prawem UE każde państwo może w pewnych okolicznościach „wstrzymywać udzielanie azylu”. Jednak w tym czasie ma obowiązek przyjmować migrantów, udzielając im… ochrony tymczasowej i pozwalając swobodnie przemieszczać się po kraju. Nie ma zatem mowy o uznaniu przez UE prawa Polski do obrony granic i powstrzymywania fali migrantów przez Straż Graniczną!
Patrzymy władzy na ręce
Nasz raport ma przebudzić czujność Polaków, mediów i liderów opinii. Ale nie poprzestajemy na tym.
Nasi eksperci zostaną zgłoszeni do udziału w zapowiedzianych przez Ministra ds. społeczeństwa obywatelskiego konsultacji nowej rządowej strategii migracyjnej. Zadbamy, by konsultacje nie zostały zdominowane przez radykalną lewicę, która w czasie zagrożenia polskiego bezpieczeństwa skupia się na promocji migracji i ignoruje prawo Polaków do poczucia bezpieczeństwa, do pierwszeństwa na rynku pracy i do ochrony przed falami migracji ekonomicznej udającej uchodźców.
Jednocześnie wiemy, że w dłuższej perspektywie ochrona przed masową, nielegalną migracją nie będzie możliwa bez wypracowania międzynarodowego porozumienia w sprawie zmian w obowiązującym prawie uchodźczym. Potrzeba nam także zupełnie nowych założeń krajowej polityki migracyjnej wobec legalnych migrantów i ich społeczności.
Dlatego eksperci Instytutu Ordo Iuris rozpoczęli już prace nad międzynarodowym raportem, w którym zaproponujemy, w jaki sposób kraje dotknięte przez migrację powinny kształtować prawo międzynarodowe, by nie było już narzędziem destabilizacji państw i społeczeństw. Już trzy lata temu pisaliśmy, że masowa migracja przez granicę białoruską to „broń masowej migracji” stosowana przez Federację Rosyjską. Wtedy za głoszenie tych oczywistych wniosków „eksperci” praw człowieka odmawiali nam podania dłoni.
Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris
• W środę 6 listopada w Sejmie po raz kolejny odbędzie się czytanie projektu ustawy Lewicy, zmierzającej przede wszystkim do zapewnienia bezkarności sprawcom przestępstwa nielegalnej aborcji dokonanej w pierwszych 12 tygodniach ciąży (druk sejmowy nr 611).
• Autorzy projektu dążą też do zniesienia odpowiedzialności karnej za pomoc i nakłanianie do niezgodnej z prawem aborcji skutkującej śmiercią kobiety.
• Projekt zawiera wadliwe przepisy, które były już przedmiotem głosowania w Sejmie 12 lipca 2024 r., podczas którego większość posłów opowiedziała się przeciwko ich uchwaleniu.
• Taki sam los powinien spotkać projekt zawarty w druku nr 611, przy czym najlepszym rozwiązaniem będzie odrzucenie tego wadliwego projektu już w pierwszym czytaniu.
• Instytut Ordo Iuris przygotował analizę prawną przedmiotowego projektu ustawy.
Podstawowym i najważniejszym założeniem kolejnego projektu Lewicy (druk nr 611) jest dekryminalizacja niezgodnej z prawem aborcji do 12. tygodnia ciąży. Warto uświadomić sobie przy tym, że dekryminalizacja oznacza uznanie, że dany czyn (obecnie uznawany za przestępstwo), przestępstwem już nie będzie. Pod pojęciem „aborcja” kryje się natomiast intencjonalne pozbawienie życia dziecka rozwijającego się na etapie prenatalnym. Nie ma ono nic wspólnego z działaniami lekarza mającymi na celu ratowanie zagrożonego życia lub zdrowia matki takiego dziecka. Omawiany projekt zmierza więc do tego, aby w Polsce możliwe było – bo pozbawione konsekwencji prawnych – swobodne zabijanie dzieci nienarodzonych do 12. tygodnia ciąży, dokonywane z naruszeniem przepisów ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Takie bowiem jest znaczenie przewidzianego w projekcie brzmienia art. 152 § 3 kodeksu karnego: „Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę poza przypadkami wskazanymi w ustawie, jeżeli od początku ciąży upłynęło więcej niż 12 tygodni, podlega karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 5”. W praktyce więc w przepisie ukryte zostało prawne przyzwolenie projektodawcy na nielegalną aborcję na życzenie (bez żadnego ważnego powodu i poza przypadkami wymienionymi w ustawie) do końca 12. tygodnia ciąży.
Nie jest to jednak jedyny zarzut, który należy skierować do autorów projektu. Przygotowana przez Instytut Ordo Iuris analiza rozwiązań legislacyjnych zawartych w omawianym projekcie, wykazała w szczególności następujące, dodatkowe zagrożenia, które zaktualizują się w momencie uchwalenia tej wadliwej ustawy:
Proponując takie rozwiązania ustawowe, projektodawcy ponownie okazali całkowity brak poszanowania obowiązujących przepisów aktów prawnych o charakterze nadrzędnym – w szczególności Konstytucji RP czy międzynarodowej Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 r. Nie tylko bowiem polska Konstytucja z 1997 r., ale również akty prawa międzynarodowego nakazują państwom ustanawiać takie prawo, które będzie chroniło życie ludzkie. Do takich umów międzynarodowych należą, poza wymienioną Konwencją o prawach dziecka, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 6 ust. 1), Europejska Konwencja Praw Człowieka (art. 2 ust. 1) oraz Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej (art. 2 ust. 1). Niezależnie jednak od rzeczywistego zniesienia ochrony prawnej życia ludzkiego na etapie prenatalnym do 12. tygodnia ciąży, projektodawcy postulują też istotne ograniczenie prawnokarnej ochrony życia i zdrowia kobiet, których dobra są narażane w sytuacjach nielegalnej aborcji czy w przypadku przestępstw pomocy i nakłaniania do nielegalnej aborcji. Tym samym autorzy projektu jasno pokazują, że wbrew medialnym zapewnieniom, nie liczą się z prawami kobiet, a nawet podejmują działania mające ochronę tych praw osłabić. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę, i wynika to jednoznacznie z przeprowadzonej analizy prawnej, że jedyną grupą beneficjentów proponowanych rozwiązań będą aktywiści organizujący kobietom dostęp do niezgodnej z polskim prawem aborcji. W myśl przepisów projektu ustawy, osoby takie miałyby unikać odpowiedzialności karnej np. za pomoc w aborcji, która doprowadziła do śmierci kobiety. Ma to być więc grupa najbardziej chroniona przepisami proponowanej regulacji. „Przeprowadzona analiza prawna pokazała, że projekt ustawy z druku nr 611 jest nie tylko wadliwy, ale też po prostu skrajnie antykobiecy” – podsumowała r.pr. Katarzyna Gęsiak, dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Instytutu Ordo Iuris.
31.10.2024
· Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowany został projekt rozporządzenia Ministra Edukacji, przewidujący ograniczenie, od września 2025 r., liczbę lekcji religii do jednej tygodniowo oraz narzucający dyrektorom szkół konieczność umieszczania religii przed obowiązkowymi zajęciami edukacyjnymi w danym dniu lub po zakończeniu tych zajęć.
· To propozycja kolejnych zmian, niekorzystnych dla uczniów uczęszczających na religię i etykę, po wyłączeniu przez Ministerstwo Edukacji Narodowej możliwości wliczania ocen z tych przedmiotów do średniej oraz po regulacjach ułatwiających tworzenie grup międzyklasowych, w których uczniowie różnych roczników uczyliby się religii lub etyki na jednych zajęciach.
· Projekt nowelizacji, obok zmniejszania liczby godzin religii o połowę, spowoduje także ograniczenie swobody dyrektorów szkół w decydowaniu o liczbie godzin etyki w wymiarze tygodniowym.
· Ograniczenie kompetencji i swobody lokalnej społeczności szkolnej w zakresie ustalania tygodniowego rozkładu zajęć jest niezgodne z wynikającą z preambuły Konstytucji RP zasadą pomocniczości, w myśl której „państwo nie powinno wykonywać zadań, które mogą być wykonywane w sposób bardziej efektywny przez mniejsze wspólnoty obywateli”.
· Wprowadzenie w formie rozporządzenia ograniczenia w zakresie organizacji lekcji religii i etyki, jako odnoszącego się do konstytucyjnego prawa do nauki oraz prawa do nauczania religii jako przedmiotu w szkole, jest sprzeczne m.in. z art. 31 ust. 3 zd. 1 Konstytucji, zgodnie z którym „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób”.
· Obowiązek organizowania lekcji religii i etyki przed rozpoczęciem lub po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych danego dnia może spowodować, że uczniowie chcący uczęszczać na religię lub etykę będą mieli wymuszone godzinne lub nawet kilkugodzinne okienka pomiędzy obowiązkowymi zajęciami danego dnia, a zajęciami religii lub etyki, które odbywałyby się we wczesnych godzinach porannych lub późnych godzinach popołudniowych. Sytuacja taka budzi uzasadnione wątpliwości pod względem zgodności z art. 12 ust. 1 Konkordatu, zgodnie z którym naukę religii organizuje się w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.
· Utrudnianie uczęszczania na zajęcia religii i etyki prowadzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do nauki, a w przypadku zajęć religii – również wolności religii, przejawiającej się m.in. w wolności jej nauczania jako przedmiotu szkolnego.
· Sytuacja taka godzi również w prawo rodziców do wychowania dzieci według własnych przekonań, w tym sferze nauczania i wychowania moralnego i religijnego, oraz prowadzi do faktycznej dyskryminacji uczniów chcących uczęszczać na religię lub etykę.
· Proponowane zmiany stanową istotną ingerencję w warunki i sposób organizowania nauki religii przez publiczne przedszkola i szkoły, co wymaga osiągnięcia porozumienia władz państwowych z przedstawicielami kościołów i innych związków wyznaniowych. Doświadczenie z ostatnich miesięcy pokazuje jednak, że Ministerstwo Edukacji Narodowej ignoruje przepisy zobowiązujące do osiągnięcia takiego porozumienia.
· Instytut Ordo Iuris przygotował petycję z apelem o wycofanie się z planowanych zmian w nauczaniu religii.
Rozporządzenie ministra
Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowany został projekt rozporządzenia Ministra Edukacji, zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. Przewiduje on ograniczenie, od września 2025 r., liczbę lekcji religii do jednej tygodniowo oraz narzucenie dyrektorom szkół obowiązku umieszczania lekcji religii lub etyki przed obowiązkowymi zajęciami edukacyjnymi[1] w danym dniu lub po zakończeniu tych zajęć.
Oprócz tego, w projekcie doprecyzowano, że zasady dotyczące organizowania nauki religii i etyki w grupie międzyoddziałowej lub grupie międzyklasowej będą stosowane w przypadku organizacji nauki religii lub etyki w grupie międzyszkolnej lub w pozaszkolnym punkcie katechetycznym.
Niniejsza analiza dotyczy dwóch pierwszych zagadnień, czyli zmniejszenia o połowę liczby godzin nauczania religii w tygodniowym rozkładzie zajęć przy zrównaniu tygodniowego wymiaru godzin nauki religii i etyki, a także narzucenia obowiązku umieszczania lekcji religii i etyki przed rozpoczęciem lub po zakończeniu w danym dniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych.
Oficjalny cel ograniczenia liczby godzin religii
W uzasadnieniu projektu rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach czytamy, że zamiar zmniejszenia wymiaru godzin religii w szkołach wynika z potrzeby ujednolicenia tygodniowego wymiaru godzin nauki religii i etyki. Sposobem na osiągnięcie tego celu ma być określenie wymiaru nauczania zarówno religii, jak i etyki w wymiarze jednej godziny lekcyjnej tygodniowo.
Obecnie, zgodnie z § 8 ust. 1 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach[2], nauka religii odbywa się w szkołach w wymiarze dwóch godzin lekcyjnych tygodniowo. Wymiar ten może być zmniejszony jedynie za zgodą biskupa diecezjalnego Kościoła katolickiego albo władz zwierzchnich pozostałych kościołów i innych związków wyznaniowych.
Z kolei tygodniowy wymiar godzin etyki ustala dyrektor szkoły (§ 8 ust. 2). Wymiar ten musi wynosić co najmniej jedną godzinę, jednakże godzin tych może być więcej. Szkoła ma w tym zakresie swobodę.
Projekt rozporządzenia przewiduje zmianę brzemienia ww. § 8. Jej skutkiem będzie redukcja liczby godzin lekcji religii o połowę oraz pozbawienie dyrektorów szkół swobody w decydowaniu o liczbie godzin etyki w ramach tygodniowego rozkładu zajęć.
Należy zauważyć, że cel w postaci ujednolicenia tygodniowego wymiaru godzin nauki religii i etyki, tak aby każdy uczeń miał możliwość pobierania nauki religii i etyki w takim samym wymiarze, mógłby zostać osiągnięty w inny sposób, np. poprzez wprowadzenie regulacji przewidującej, że organizacja lekcji etyki następuje w wymiarze nie niższym niż wymiar lekcji religii w danej szkolne.
Oczywiście można byłoby również ustalić wymiar godzinowy lekcji etyki na poziomie dwóch godzin tygodniowo, który to wymiar mógłby być zmniejszony np. za zgodą rady rodziców – analogicznie jak w przypadku aktualnej możliwości zmniejszenia wymiaru lekcji religii, z dwóch godzin tygodniowo, za zgodą władz kościołów i innych związków wyznaniowych.
Rzeczywisty cel projektowanych zmian
Należy zauważyć, że obecnie zarówno religia, jak i etyka, są w szkole przedmiotami dobrowolnymi. Zgodnie z § 1 rozporządzenia z 14 kwietnia 1992 r., w publicznych szkołach podstawowych naukę religii i etyki organizuje się na życzenie rodziców, zaś w szkołach ponadpodstawowych - na życzenie bądź rodziców, bądź samych uczniów, przy czym po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu nauki religii i etyki decydują uczniowie.
Jeśli zatem uczniowie uczęszczają na religię albo etykę, to znaczy, że tego chcą lub chcą tego ich rodzice. Odgórne ograniczanie nauczania tych przedmiotów trudno uznać zatem za kierowanie się dobrem uczniów lub oczekiwaniami ze strony ich rodziców. Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest szukanie oszczędności przez ministerstwo, względnie –niechęć do religii katolickiej obecnej władzy, której reprezentanci niejednokrotnie wyrażali publicznie swój nieprzychylny, a nawet lekceważący stosunek do przedstawicieli Kościoła Katolickiego[3].
Nakaz umieszczania lekcji religii i etyki przed obowiązkowymi zajęciami danego dnia lub po tych zajęciach
Kolejną proponowaną zmianą jest nałożenie obowiązku umieszczania lekcji religii oraz etyki przed rozpoczęciem obowiązkowych zajęć edukacyjnych danego dnia albo po zakończeniu tych zajęć.
Autorzy projektu argumentują, że taka zmiana poprawi sytuację uczniów nieuczestniczących w zajęciach religii lub etyki, którzy mieli do tej pory wymuszoną przerwę pomiędzy obowiązkowymi zajęciami w ciągu dnia nauki.
Należy jednak pamiętać, że uczniowie tacy mają możliwość uczęszczania na zajęcia religii lub etyki (stosowna deklaracja może być złożona również w trakcie roku szkolnego), dzięki czemu „problem okienek” w ich przypadku stałby się nieaktualny. Tyle tylko, że przerwa pomiędzy zajęciami w ogóle nie musi być problemem. Wszak można ją wykorzystać na powtórkę materiału z innych zajęć, odrobienie zadania domowego, spożycie posiłku etc. Wybór należy do ucznia i jego rodzica.
Wobec powyższego za nietrafiony uznać należy argument przytoczony w uzasadnieniu projektu rozporządzenia zmieniającego zasady organizowania lekcji religii i etyki, jakoby uczniowie nieuczęszczający na te zajęcia byli w gorszej sytuacji w porównaniu do pozostałych uczniów.
Zauważyć przy tym należy, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie dysponuje statystykami na temat liczby uczniów uczęszczających na zajęcia religii lub etyki, w których proponowane zmiany uderzą. W ocenie skutków regulacji wskazano, że w systemie informacji oświatowej nie są gromadzone informacje w tym zakresie. Tym samym nie jest także znana liczba uczniów nieuczestniczących w religii lub etyki pokrzywdzonych, według autorów projektu, obecnymi rozwiązaniami.
Statystyki dotyczące uczęszczania uczniów szkół na lekcje religii prowadzi jednak Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. Ostatnio opublikowane dane dotyczą roku szkolnego 2022/2023. Wynika z nich, że w skali całego kraju na zajęcia religii uczęszczało 80,33% uczniów. Jeśli doliczymy do tego uczniów zapisanych na etykę oraz na religię innych wyznań, a także uczniów uczęszczających do szkół, w których lekcje religii lub etyki już są organizowane na początku lub na końcu zajęć (obecnie dyrektorzy mają taką możliwość), to może się okazać, że uczniów nieuczęszczających ani na religię, ani na etykę, mających okienka pomiędzy obowiązkowymi zajęciami, jest zaledwie kilka procent w skali całego kraju.
Wprowadzenie obowiązku organizowania lekcji religii lub etyki przed rozpoczęciem lub po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych może natomiast spowodować, że zdecydowanie większa część uczniów, chcących uczęszczać na te zajęcia, będzie miała wymuszone godzinne lub nawet kilkugodzinne okienka pomiędzy zajęciami religii lub etyki, które będą odbywały się we wczesnych godzinach porannych lub późnych popołudniowych, a obowiązkowymi zajęciami edukacyjnymi danego dnia. Sytuacja taka może mieć miejsce szczególnie w przypadku łączenia w grupy międzyoddziałowe lub międzyklasowe uczniów różnych klas lub oddziałów, w których lekcje rozpoczynają się i kończą o różnej porze. Projekt rozporządzenia nie przewiduje bowiem, że organizowanie dobrowolnych zajęć religii lub etyki miałoby się odbywać bezpośrednio przed oraz bezpośrednio po obowiązkowych zajęciach.
Oczywiście powiedzieć można, że uczniowie ci również mają wybór – nie uczęszczać na lekcje religii lub etyki (możliwe, że jest to nawet jeden z niewyartykułowanych celów nowych regulacji). W tym wypadku nieuprawniona byłaby jednak analogia do możliwości wyboru uczniów nieuczęszczających na zajęcia religii lub etyki, mających przerwę pomiędzy obowiązkowymi zajęciami, aby zapisać się na religię lub etykę.
Faktyczne utrudnianie uczęszczania na powyższe, dobrowolne zajęcia prowadzi bowiem do naruszenia konstytucyjnego prawa do nauki[4], a w przypadku zajęć religii – również wolności religii[5], przejawiającej się m.in. w wolności jej nauczania jako przedmiotu szkolnego[6]. Jak wskazał Trybunał Konstytucyjny[7], „nauczanie religii jest, w świetle standardów współczesnego państwa demokratycznego, jednym z elementów wolności wyznania, określanej niekiedy jako wolność religii, stanowiącej jeden z istotnych przejawów idei wolności jednostki w społeczeństwie demokratycznym, będącej fundamentalną zasadą społeczeństwa demokratycznego”.
Utrudnianie uczęszczania uczniom na religię lub etykę narusza zatem również zasadę demokratycznego państwa prawnego wyrażoną w art. 2 Konstytucji RP. Godzi ono także w prawo rodziców do wychowania dzieci według własnych przekonań[8], w tym sferze nauczania oraz wychowania moralnego i religijnego[9].
Wejście w życie omawianych przepisów oznaczać będzie również dyskryminację uczniów chcących uczęszczać na religię lub etykę oraz rodziców chcących zapewnić swoim dzieciom edukację obejmującą wyznawany przez nich system wartości. Tymczasem, zgodnie z art. 32 Konstytucji RP, wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne (ust. 1). Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny (ust. 2). W uzasadnieniu do projektu rozporządzenia wskazano co prawda, że umieszczanie lekcji religii lub etyki przed rozpoczęciem lub po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych danego dnia uzasadnione jest nieobowiązkowym charakterem tych zajęć. Należy jednak zauważyć, że religia i etyka nie są jedynymi dobrowolnymi zajęciami edukacyjnymi[10], ale tylko w stosunku do nich sformułowany został obowiązek określonej ekspozycji w rozkładzie zajęć.
Sztywny nakaz umieszczania lekcji religii przed rozpoczęciem lub po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych, w dodatku z możliwością wystąpienia okienek pomiędzy nimi, budzi także uzasadnione wątpliwości pod względem zgodności z art. 12 ust. 1 Konkordatu[11], zgodnie z którym naukę religii organizuje się w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.
Ograniczenie swobody dyrektorów szkół w układaniu rozkładu zajęć
W obecnym stanie prawnym dyrektorzy szkół mają możliwość takiego ułożenia tygodniowego rozkładu zajęć, jaki jest najbardziej optymalny dla danej społeczności szkolnej, przy uwzględnieniu m.in. liczby uczniów uczęszczających na religię i etykę czy dostępności nauczycieli. Należy przy tym zauważyć, że są szkoły, w tym np. szkoly katolickie, w których frekwencja uczęszczania na katechezę wynosi 100%.
Dyrektor szkoły, jako kierownik placówki, powinien mieć najlepszą wiedzę, co pod względem organizacyjnym będzie w jej przypadku najwłaściwsze, wyważając zarówno interesy uczniów, ich rodziców (dowożących oraz odbierających dzieci ze szkoły), jak również nauczycieli.
Resort edukacji planuje jednak odgórnie narzucić rozwiązania, które w wielu szkołach mogą okazać się niepraktyczne i uciążliwe dla wyżej wymienionych grup. Rozwiązania te winny pozostać, tak jak do tej pory, w gestii dyrektora szkoły, współpracującego w wykonywaniu swoich zadań z radą szkoły lub placówki, radą pedagogiczną, rodzicami i samorządem uczniowskim[12]. W przypadku szkół katolickich nakaz umieszczania lekcji religii we wczesnych godzinach porannych lub późnych popołudniowych, świadczący o traktowaniu ich jako przedmiotu „drugiej kategorii” godzi dodatkowo w ich tożsamość i katolicki charakter.
Ograniczenie kompetencji i swobody lokalnej społeczności szkolnej w zakresie ustalania tygodniowego rozkładu zajęć należy uznać za niezgodne z wynikającą z preambuły Konstytucji RP zasadą pomocniczości, w myśl której „państwo nie powinno wykonywać zadań, które mogą być wykonywane w sposób bardziej efektywny przez mniejsze wspólnoty obywateli”[13].
Co równie istotne, materia rozporządzenia dotyczy konstytucyjnego prawa do nauki[14] oraz prawa do nauczania religii jako przedmiotu w szkołach[15] a zatem powinna ona podlegać rygorom określonym w art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej, zgodnie z którym „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”.
Odnosząc to do zaproponowanych przez MEN regulacji wprowadzających ograniczenia w zakresie organizacji lekcji religii i etyki, należy stwierdzić, że są one sprzeczne z art. 31 ust. 3 w zw. z art. 53 ust. 4 i art. 70 ust. 1 Konstytucji, ponieważ przyjmują formę rozporządzenia, a zatem aktu podustawowego. Ponadto nie są one konieczne dla ochrony bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, nie spełniając tym samym wymogu proporcjonalności przewidzianego w art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej.
Obowiązek osiągnięcia porozumienia z przedstawicielami kościołów i innych związków wyznaniowych
Nakaz umieszczania lekcji religii przez rozpoczęciem lub po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych oraz ograniczenie liczby lekcji religii stanowi istotną zmianę warunków i sposobu organizowania nauki religii przez publiczne przedszkola i szkoły podstawowe. Przeprowadzenie tego rodzaju zmian, wymaga porozumienia władz państwowych „z władzami Kościoła Katolickiego i Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz innych kościołów i związków wyznaniowych”, co w wynika wprost z art. 12 ust. 2 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty[16]. Porozumienie to nie może być przy tym rozumiane jako możliwość zajęcia niewiążącego stanowiska przez przedstawicieli kościołów i innych związków wyznaniowych, ale wymaga osiągnięcia konsensusu pomiędzy zainteresowanymi stronami.
Opiera się to również na art. 25 ust. 3 Konstytucji RP i wyrażonej w nim zasady konsensualnego sposobu regulowania relacji pomiędzy kościołami i innymi związkami wyznaniowymi.
Jak wynika z Komunikatu Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, po spotkaniu Zespołu roboczego ds. kontaktów z Rządem RP w sprawie lekcji religii w szkole z 9 października 2024 r., strona kościelna przedstawiła swój sprzeciw i wątpliwości odnoszące się do projektu rozporządzenia i zmian proponowanych przez MEN[17].
Dotychczasowe działania obecnych władz Ministerstwa Edukacji Narodowej (polegające m.in. na wprowadzeniu regulacji wyłączających możliwość wliczania ocen z religii do średniej ocen oraz ułatwiających tworzenie grup międzyklasowych, w których uczniowie różnych roczników uczyliby się religii na jednych zajęciach) pokazały jednak, że resort edukacji ignoruje prawny wymóg osiągnięcia porozumienia z przedstawicielami kościołów i innych związków wyznaniowych.
Skutkiem tego był m.in. wniosek pierwszej prezes Sądu Najwyższego do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie konstytucyjności rozporządzenia Ministra Edukacji z 26 lipca 2024 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach (Dz.U. z 2024 r. poz. 1158) oraz postanowienie zabezpieczające Trybunału Konstytucyjnego[18], w którym trybunał zawiesił stosowanie tego aktu prawnego.
R.pr. Marek Puzio – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris
Czytaj więcej na ten temat:
Minister Edukacji ignoruje postanowienie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie religii w szkole